Ciekawostki, Porady

Hobbiton – Poczuj się jak w filmie

Każdy kto oglądał pierwszą część trylogii Władcy Pierścieni, czyli Drużynę Pierścienia, na pewno zna scenę, w której Gandalf na swoim powozie wjeżdża do Shire. Na jego przywitanie pędzi Frodo i wskakuje tuż obok niego. Czy ta scena brzmi znajomo? W rzeczywistości aktor grający Froda siedział na ławce dobrych kilka metrów za Gandalfem. Wszystko po to, aby oddać niski wzrost Hobbitów w porównaniu z innymi rasami Śródziemia.

Takie i inne ciekawostki dotyczące procesu tworzenia kultowej serii filmów można poznać wybierając się na wycieczkę do „Hobbiton Movie Set”. Nie tylko usłyszymy tam o tym, co działo się na planie. Zobaczymy, a nawet dotkniemy elementów scenografii, ponieważ na prośbę właścicieli gruntu, reżyser zgodził się je pozostawić. Właściciele posiadłości, oddając ją pod wynajem, jeszcze nie wiedzieli, że wygrali los na loterii. Po zakończeniu zagrywania wykupili prawa do obiektów zbudowanych na potrzeby filmów i od kilku lat cieszą się ogromnymi przychodami z organizowanych wycieczek.

Informacje praktyczne
Oficjalna strona atrakcji
Adres: 501 Buckland Road, Hinuera, Matamata 3472, New Zealand
Dojazd: Na miejsce można dostać się na kilka sposobów.

Nie dojeżdża tam żaden podmiejski transport. Najpopularniejszy sposób to wynajem samochodu i dotarcie na własną rękę. Ta opcja ma jedną wadę – w Nowej Zelandii obowiązuje ruch lewostronny, czyli odwrotny niż w Polsce. Nie jest trudne przyzwyczajenie się do jazdy „pod prąd”, ale pierwsze kilkaset kilometrów może być problematyczne w związku ze skręcaniem, zawracaniem lub wyjeżdżaniem na skrzyżowaniach. Mimo wszystko jest to bardzo dobre
rozwiązanie, ponieważ możemy zwiedzić po drodze również inne atrakcje.

Druga możliwość to zapisanie się przez oficjalną stronę na autobus dowożący z siedziby firmy w Hamilton do Hobbitonu. Opcja ta nie wymaga wielu przygotowań. Można na wycieczkę załapać się też z miast Auckland czy Rotorua.

Ostatnia opcja to wykupienie wycieczki kilkudniowej. Dla osób z małą ilością czasu może to być idealna forma. W dwa lub trzy dni nie tylko odwiedzamy Hobbiton, ale również okoliczne atrakcje wraz z przewodnikiem. Nie ma możliwości aby zabłądzić lub mieć problem z „dogadaniem się”.

Historia Hobbitonu
W 1998 roku ekipa odpowiedzialna za szukanie miejsc do filmu dla Peter’a Jackson’a (reżysera trylogii Władca Pierścieni oraz Hobbita) natrafiła na 1250 akrową farmę Alexander. Idylliczne miejsce pasowało idealnie do wizji miasteczka Shire opisanego przez J.R.R. Tolkien’a w serii książek. Na jednej farmie reżyser odnalazł piękne pagórki, w których mogły mieścić się domki Hobbitów, niezniszczone cywilizacją połacie łąk, bez sztucznych płotów, linii wysokiego napięcia czy asfaltowych dróg psujących otoczenie.

Wisienką na torcie było bardzo stare drzewo pinii, które nad stawem. W wizji Pana Jackson’a było to perfekcyjne miejsce na scenę, gdzie Bilbo urządzał swoje urodzinowe przyjęcie. Nie na darmo miało ono nazwę „urodzinowego drzewa”. Prace nad dokumentami nie trwały długo. Już w 1999 roku ekipy budowlane zaczęły przekuwać wizję w rzeczywistość. Dziewięciomiesięczna misja zbudowania 39 domków Hobbitów została ukończona pomyślnie z pomocą nowozelandzkiej armii.

Oczywiście reżyser nie potrzebował 1250 akrów farmy. Na potrzeby filmu zostało wydzielone 12 akrów. Po nagraniu trylogii Władcy Pierścieni część Hobbitonu została zniszczona. Ostało się 17 drewnianych fasad domków. To one zapoczątkowały wycieczki turystyczne. Najnowsza część historii pochodzi z 2009 roku. Reżyser Jackson powrócił na farmę Alexander i odbudował oraz powiększył Shire do rozmiarów i kształtów, jakie możemy oglądać po dzień. 44 odnowione domki Hobbitów na stałe zostały na farmie. W 2012 został postawiony ostatni obiekt. Powstał The Green Dragon Inn (karczma pod Zielonym Smokiem).

Wycieczka
Na teren Hobbitonu wchodzi się w grupie z przewodnikiem, za którym należy podążać. Będzie on tego pilnował, aby nikt nie zmieszał się z kolejną grupą. Na wycieczkę warto wybrać się z samego rana. Jest kilka powodów, aby załapać się na wstęp około godziny 8:30 – 9:00. Przede wszystkim o tej porze nie ma jeszcze aż tylu chińskich turystów. Jest to dla nich po prostu za wcześnie. Na szczęście lubią oni spać, co jest na rękę innym odwiedzającym. Warto o tym wspomnieć, ponieważ Chińczycy są najliczniejszą grupą nawiedzającą przeróżne atrakcje Nowej Zelandii (szczególnie w czasie Chińskiego Nowego Roku, czyli w styczniu, lutym lub marcu).

Kolejnym powodem jest ich zachowanie. Zawsze lubią głośno rozmawiać, używać telefonów czy słuchać muzyki bez słuchawek. Nie jest to chybanajprzyjemniejsza rzecz do obserwowania i słuchania w tak pięknym miejscu. Kolejną radą na wycieczkę po Shire jest sprawdzenie prognozy pogody! Pozycja obowiązkowa, gdyż w Nowej Zelandii deszcz potrafi padać obficie. Oczywiście, nie da się jej przewidzieć na 100% ale zawsze warto poczekać na słońce, niż biegać w deszczu. Każda wycieczka kończy się w karczmie.

Jeżeli jesteście fanami Władcy Pierścieni i fotografii, możecie spróbować dogadać się z Waszym przewodnikiem, żeby wrócić następnym autobusem (jeśli przyjechaliście podstawionym przez firmę środkiem transportu). Daje to dodatkowe około 30 minut na zdjęcia, filmy lub po prostu zachwycenie się atmosferą tego miejsca na spokojnie, bez pośpiechu.

Za i przeciw, czyli Hobbiton obiektywnie
Powyższy tekst raczej jednostronnie daje do myślenia, że będąc w Nowej Zelandii i pominąć Hobbiton Movie Set to grzech. Jednak dlaczego tak bardzo warto go odwiedzić? Przede wszystkim jest to gratka „nie z tej Ziemii” dla fanów Władcy Pierścieni. Niesamowicie ekscytujące uczucie stanąć na progu domu Bilba, skąd wbiegał on w wielu scenach. Spojrzeć na stare drzewo, pod którym wydał on swój urodzinowy bankiet czy przejść się alejką, którą do Shire na swoim drewnianym wozie wjeżdżał Gandalf ze sztucznymi ogniami. Jeśli ktoś nie jest fanem Tolkiena to z pewnością doceni kunszt oraz wykonanie wszelkich detali. W końcu nie na co dzień mamy okazję zobaczyć sceny z planu filmowego dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Dodatkowym atutem jest piękna przyroda. Całą wycieczkę można potraktować jako spacer pośród łąk i pagórków pełnych drewnianych drzwi do domów Hobbitów. Na zakończenie wycieczki możemy napić się jednego z trzech rodzajów piwa, dostępnego tylko w Karczmie pod Zielonym Smokiem. Może to być oryginalna pamiątka dla każdego. Dodatkowo warto wspomnieć, że dojazd jest bardzo łatwy, a ilość wycieczek w ciągu dnia pozwoli wybrać dogodny termin dla każdego.

Co przemawia przeciwko takiej wycieczce? Niestety, na miejscu pierwszym jest cena atrakcji. 84 dolary nowozelandzkie (na dzień 13.04.2018 to 210 zł) za osobę dorosłą to zdecydowanie za dużo. Drugi minus to długość spaceru. Razem z dojazdem z Hamilton (bazy wypadowej) wycieczka zajmuje około dwie godziny. Jak łatwo się domyślić, nie jest to wystarczająca ilość czasu na spokojnie obejrzenie okolicy, uchwycenie w kadrach tego na czym nam zależy i jeszcze nacieszenie się niepowtarzalną atmosferą tego miejsca.

Władca Pierścieni na żywo
Definitywnie Hobbiton jest jedyną taką atrakcją na świecie. Choć przez chwilę można poczuć się jak na prawdziwym planie filmowym będąc otoczonym kolorowymi, drewnianymi „dziurami” Hobbitów.

Daria Filipiak, wraz z mężem Piotrem w listopadzie 2015 roku polecieli do Australii i od tego
czasu pozostają w nieustannej podróży. Spotykające ich przygody opisują na swoim profilu na facebooku:  Świat jest książką, który gorąco polecamy!

Autor: Daria Filipiak