Artykuły, Inspiracje

Kropla spokoju. Co może zaoferować nam niepozorny Urugwaj?

Urugwaj to dom dla zaledwie 3,5 mln mieszkańców, wciśnięty pomiędzy dwie potęgi Ameryki Południowej- Brazylię i Argentynę. Często odwiedzany jest przez turystów „przy okazji”, wydaje się, że ma niewiele do zaoferowania. Tymczasem niewielki Urugwaj, kształtem przypominający kroplę, okazuje się być niezwykłym ewenementem społecznym. To także kraj, w którym możemy znaleźć chwilę wytchnienia i spokoju.

Cabo Polonio, fot. Anna Mikulska

Entuzjastów mocnych wrażeń i przygód na wstępie ostrzegam- Urugwaj, zwłaszcza po sezonie, czyli od czerwca do października, może sprawiać wrażenie niezwykle nudnego. W końcu w mediach nie pojawia się zbyt często (jest krajem stosunkowo stabilnym społecznie i ekonomicznie) a i brak mu „egzotycznych” zabytków czy żywych tradycji indiańskich. A to w końcu z tym właśnie powszechnie kojarzony jest kontynent południowoamerykański.

Co w takim razie zachęca do spędzenia w Urugwaju więcej czasu niż weekend w portowym Colonia del Sacramento, jak to mają w zwyczaju mieszkańcy Buenos Aires?

Colonia Del Sacramento, fot. Anna Mikulska

 

Po pierwsze…

Przyroda. Piaszczyste plaże, błękit oceanu Atlantyckiego, mnogość parków narodowych, do tego laguny i ciągnące się kilometrami niemal puste drogi. Zieleń palm i najróżniejszych gatunków drzew. Gromady papug przelatujące nad polami pełnymi krów (których w Urugwaju jest więcej niż ludzi!) żyjących na ogromnych obszarach zielonych traw.

La Paloma, fot. Anna Mikulska

Temperatury w okresie tamtejszej zimy, czyli naszego lata, osiągają zazwyczaj od kilkunastu do ponad dwudziestu stopni. Często jest także słonecznie. Są to idealne warunki do samochodowych lub rowerowych wycieczek po urugwajskich ścieżkach wzdłuż wybrzeża lub pośród wydm wokół Laguna de Rocha czy w Parku Narodowym Cabo Polonio. Żeby pobyć z naturą nieco dłużej, możemy zatrzymać się w jednym z hosteli w niewielkich nadmorskich miasteczkach, które poza sezonem turystycznym wydają się być niemal całkowicie opuszczone. Dzięki temu plaże i ścieżki będą wyłącznie dla nas. Co więcej, wrzesień i październik to także czas, w którym możemy zaobserwować z brzegu wynurzające się z wody wieloryby, np. w miejscowości La Paloma.

Informacja turystyczna o wielorybach, La Paloma, fot. Anna Mikulska

 

Po drugie…

Mieszkańcy. Być może pierwsze skojarzenia z Urugwajem to piłka nożna i rzeczywiście jest to bardzo istotny element tamtejszej kultury. Mimo to, kraj ten wyróżnia jednak mnóstwo innych rzeczy: to idealne miejsce dla amatorów napoju yerba mate, której Urugwajczycy spożywają najwięcej na świecie, niosąc go ze sobą do pracy, na spacer, a nawet popijając w trakcie prowadzenia samochodu. Poza mate, Urugwajczycy przodują także w ilości spożywanej wołowiny, przeganiając nawet wielokrotnie większą Argentynę! Dlatego jedną z tutejszych tradycji jest tzw. asado, czyli wspólne grillowanie. Do tego ognisko w chłodne wieczory, rój gwiazd, szum fal i rytmy cumbii w tle na urugwajskiej prowincji. Brzmi jak ucieczka do krainy spokoju? Ale to jeszcze nie wszystko!

Mate, czyli „kubeczki” używane do picia yerba mate, Colonia del Sacramento, fot. Anna Mikulska

 

Po trzecie…

Cabo Polonio. Wspomniana już miejscowość to niewielka wieś z hipisowskim klimatem, położona w parku narodowym nad oceanem. Dojechać można tam w pół godziny wynajętym samochodem terenowym (dotrzeć można też na nogach, jednak to opcja dla wytrwalszych piechurów, trasa zajmuje ok 10 km). Mieszkańcy i pracownicy hosteli korzystają z energii słonecznej, a woda (pitna z kranu!) dostarczana jest ze studni głębinowych.

Niezwykle kolorowe budynki, sklepiki z rękodziełami, restauracje. Do tego otwarta i przyjazna społeczność, a podczas lata imprezy na świeżym powietrzu. To wszystko sprawia, że na pozór odcięte od świata Cabo Polonio coraz częściej staje się turystycznym punktem numer jeden. Co więcej, o każdej porze roku możemy oglądać wylegujące się w okolicach pobliskiej latarni morskiej lwy morskie.

Jeden z hosteli w Cabo Polonio, fot. Anna Mikulska

 

Po czwarte…

Kultura gaucho. Zarówno w Argentynie jak i w Urugwaju tamtejszy odpowiednik kowboja, czyli gaucho właśnie, to wciąż żywa tradycja oraz istotny element tożsamości narodowej. Panorama nadmorskiej części Urugwaju często maluje się jako kilometry pastwisk oraz konie. Te ostatnie są dla Urugwajczyków, jak twierdzą, praktycznie braćmi, dlatego nie uświadczymy tu koniny. Przyrządzana jednak na różne sposoby i świetnej jakości wołowina powinna usatysfakcjonować fanów dań mięsnych.

Hostel w miejscowości La Paloma, fot. Anna Mikulska

Jeśli będziemy mieli taką okazję, warto zapuścić się na dłużej w tzw. interior, czyli bardziej oddalone od oceanu terytorium kraju. Tam możemy spędzić nieco czasu na jednej z urugwajskich farm, która, być może nie tak daleka od tych, które znamy w Polsce, potrafi zachwycić urokiem.

fot. Anna Mikulska

 

Na koniec

Powyższa lista nie wyczerpuje tego, czym Urugwaj może nas zaskoczyć i zachwycić. Jeden z najbardziej liberalnych państw na świecie, jako pierwszy zalegalizował posiadanie i uprawę marihuany na własny użytek (jednak jego kupno przez turystów nadal jest zakazane!). Jest też krajem laickim oraz pierwszym w Ameryce Łacińskiej, który uznał związki homoseksualne.

Montevideo, fot. Anna Mikulska

Podczas podróży wzdłuż wybrzeża, gdzie skupiona jest większość społeczeństwa i ośrodków miejskich, warto odwiedzić jeszcze stolicę Montevideo, nowoczesny kurort Punta Del Este oraz niewielkie, ale urokliwe miasteczko Colonia del Sacramento, czyli byłą kolonię portugalską, której zabytkowa część została wpisana na listę UNESCO. Jeśli jednak uznamy wreszcie, że jesteśmy już dostatecznie zrelaksowani i mamy ochotę na powrót do ruchliwego i wielkiego miasta, stamtąd zaledwie w nieco ponad godzinę możemy dopłynąć promem do Buenos Aires, pokonując wody rzeki La Plata.

Montevideo, fot. Anna Mikulska

 

Czas na relaks w Urugwaju? Zorganizujemy podróż za Ciebie! 

 

 

✈️ 🇺🇸
Wyjazd do USA