Wąwóz Todra Maroko

Artykuły

Maroko – wakacje poza głównym szlakiem

Maroko, pełne żywych kolorów i orientalnych zapachów jest jednym z najatrakcyjniejszych turystycznie państw afrykańskich. Z jednej strony przyciąga egzotycznymi krajobrazami i potrawami, z drugiej strony jest na tyle europopodobnym krajem, że nie budzi wielkiego strachu związanego z odmienną kulturą i jej zasadami czy brakiem infrastruktury turystycznej. Dodatkowymi atutami jest jego położenie geograficzne, ciepły klimat oraz brak konieczności starania się o wizę. Maroko – wakacje idealne.

Chefchaouen Maroko Afryka podróże niebieskie miasto. Maroko - wakacje
Chefchaouen
Chefchaouen handel przyprawami bazar. Maroko - wakacje
Handel przyprawami w Chefchaouen
Maroko - wakacje. Wąwóz Todra Maroko Afryka
Wąwóz Todra
Wioska Nomadów. Maroko - wakacje
Wioska Nomadów
Wąwóz Dades. Maroko - wakacje
Wąwóz Dades
Maroko - wakacje. Suk Bazar
Targowisko (suk) w Marrakeszu
Marrakesz suk bazar Maroko
Suk (targowisko) w Marrakeszu
Nocleg namiot Sahara
Nocleg u wrót Sahary
Sahara Piękno krajobraz Maroko
Piękno Sahary
Podróżę Berberowie lokalna ludność afryka
herbata Maroko Berberowie gościnność podóże
Mapa Berberowie Maroko - wakacje Todra
Mapa naszkicowana przez Berberów
Maroko - wakacje
Śniadanie u gospodarzy
Maroko - wakacje
Kus Kus

Maroko – wakacje poza szlakiem

Czy w kraju gdzie turystyka rozwinęła się już na dobre można jeszcze, zbaczając ze szlaku, stać się częścią dnia zwykłych ludzi, doświadczyć naturalnych relacji? My spróbowaliśmy. Maroko – wakacje tam okazały się niezwykłe.

Celem naszej podróży z Polski było spędzenie nocy na Saharze. Przyjechaliśmy do Maroko – wakacje miały odbyć się bez sprecyzowanego planu podróży ani ograniczeń czasowych. Chcieliśmy po prostu doświadczyć największego sensu podróżowania, jakim jest poznawanie ludzi.

Podróż po marokańskiej ziemi rozpoczęliśmy od Tangeru, dokąd przypłynął nasz prom. Wschodnią częścią kraju powoli przemieszczaliśmy się w stronę pustyni, by następnie pojechać na bardziej znany z kartek przewodników zachód. Pierwszym przystankiem był Chefchaouen (Szawszawan), miasto słynące nie tylko z domów o niebieskich i białych fasadach, ale znane też z największych plantacji haszyszu na świecie, uprawianego w górach Rif, u podnóża których leży miasto. Spacerując wąskimi uliczkami medyny mieniącej się w słońcu wszystkimi odcieniami błękitu, co chwilę ktoś szeptem zaoferuje nam ten towar. Szacuje się, że blisko połowa światowego haszyszu pochodzi właśnie stąd. Ogromny zysk z produkcji sprawia, że wielu rolników żyje głównie z uprawy tej właśnie rośliny. Okoliczne wzgórza zaopatrują miasto także w źródlaną wodę, stąd uwagę w mieście zwraca wiele fontann.

Chefchaouen. Maroko - wakacje

Chefchaouen. Maroko – wakacje poza szlakiem.

Maroko – wakacje trwają

Kolejne dni były tym, czego najbardziej chcieliśmy doświadczyć w tej podróży. Czas spędzaliśmy z ludźmi poznanymi po drodze, mogliśmy z bliska przypatrzeć się ich codzienności, bez cienia sztuczności. Z rodziną, która nas podwiozła zamieszkaliśmy kilka dni, choć początkowo wydawało nam się, że zostaliśmy zaproszeni tylko na jedną noc. Oni byli ciekawi nas, a my ich. Poznałam tajniki gotowania tradycyjnych marokańskich dań – kuskus (kasza z warzywami i mięsem) i tajinu (mięso duszone z warzywami w specjalnym naczyniu). Uczyliśmy się podstaw języka arabskiego, zwiedzaliśmy gaje palmowe, ruiny kasb ukryte daleko za miastem, nieczynne meczety, odwiedzaliśmy kolejnych członków rodziny.

U stóp kanionu Todra, jednego z najpiękniejszych wąwozów wcinających się Atlas Wysoki na głębokość nawet 300 metrów, poznani Berberowi zachęcili do wymiany rzeczy. Zaszczepiając w ten sposób w nas chęć do targowania się, tak bardzo popularnego w tym kraju. Latarkę i stare telefony (służące nam jako zapasowe) wymieniliśmy na tradycyjny bębenek i kolację (oczywiście tajin). Następny dzień rozpoczęliśmy od tradycyjnej miętowej, bardzo słodkiej herbaty z naszymi „kontrahentami”. Pytając ich o najlepszą trasę w kanionie dostaliśmy ręcznie narysowaną mapę z poleconym szlakiem oraz zapewnieniem, że turystów tam nie spotkamy. I rzeczywiście tak było – jedynymi osobami, które spotkaliśmy podczas wędrówki byli Nomadzi żyjący w górach Atlasu, w oderwaniu od cywilizacji, tak jak od wieków ich przodkowie. Zajmują się oni wypasem kóz i wielbłądów, żyją domach ze skał, a ich dzieci nie chodzą do szkół. W okolicach wąwozu Todra mieszka dziś kilkuset Nomadów.

Wąwóz Todra. Maroko - wakacje

Maroko – wakacje i wąwóz Todra

Kończąc wędrówkę kanionem spotkaliśmy Hamida. Z pozoru krótka pogawędka przekształciła się w długi wieczór rozmów przy herbacie i kuskus. Spaliśmy w pokoju, którego ściany ozdabiały ręcznie robione dywany – tym trudnił się nasz gospodarz, sprzedażą rękodzieła. Tradycyjnie w berberyjskim tonie doszło też do małej wymiany – oddając kilka drobnych kosmetyków stałam się posiadaczką ręcznie robionych kolczyków. W wąwozie Dades, drugim największym w Maroko, słynącym z wijących się serpentynami dróg, za symboliczną opłatą 10 dirhamów (4 zł) mogliśmy rozbić się namiotem w ogrodzie mieszkańców wioski. Berberyjska gościnność i tym razem miała smak herbaty.

Herbata z Berberami. Maroko - wakacje

Maroko – wakacje i herbata z Berberami

Maroko – wakacje na pustyni

Im mniej kilometrów dzieliło nas od pustyni, tym częściej nas zaczepiano – dwie osoby z plecakami poza sezonem stanowiły idealny kąsek dla łowców klientów. Z początku niepozorne zaproszenie na herbatę ubarwione opowieściami o znajomych z Polski i prośbami o napisanie do nich listu, kończyło się zazwyczaj ofertami wycieczek na pustynię – przejażdżką wielbłądem, spaniem na campingu z wyżywieniem oraz z transportem włącznie. Pośrednicy na wiele sposobów próbowali nas przekonać do kupna ich oferty, oczywiście w najlepszej cenie – ‘special price for you my friend’ – te słowa słyszeliśmy za każdym razem. Nie było łatwym zadaniem wytłumaczyć naszym rozmówcom, że nie jesteśmy zainteresowani takimi atrakcjami, co zaznaczaliśmy wyraźnie już na początku rozmowy. Ten twórczy marketing z każdym dniem przybierał coraz większych rozmiarów.

Miłą odmianą było spotkanie z Mohamedem. Był późny wieczór, a ulice przedostatniego miasteczka przed Saharą były pełne ludzi świętujących wygrany mecz piłki nożnej. Grupa kilka młodych chłopaków podeszła do nas, bo byli ciekawi nas i tego, co w ogóle robimy w tej małej mieścinie. Żywa i długa, całkowicie bezinteresowna rozmowa z ulicy przeniosła się do domu Mohameda, gdzie ugoszczono nas kolacją i noclegiem, a tematom rozmów nie było końca. Rano Mohamed zabrał nas na lokalny targ– zupełnie inny niż ten, który widzieliśmy później w Marakeszu. Sprzedawano głównie rzeczy codziennego użytku, powstałe nie rzadko z recyklingu, warzywa, owoce i mięso. Nie mogło też zabraknąć przypraw, których intensywny zapach unosił się w powietrzu.

M’hamid

Gdy dotarliśmy do M’hamid, miejscowości gdzie kończy się asfalt i zaczyna prawdziwe pole piasku, po kilku odmowach lokalnym organizatorom wycieczek, którzy pędzili w naszą stronę z prędkością światła, poznaliśmy Azira. Chłopak przechodząc obok słyszał nasze rozmowy o tym, że nie szukamy wycieczek z paletą atrakcji, tylko sami spokojnie chcemy zaszyć się z naszym namiotem gdzieś pomiędzy wydmami. Azir zaproponował nam nocleg przy namiotach jego przyjaciela, który sam przebywa obecnie u wrót pustyni i do którego on właśnie się wybiera. Po chwili rozmowy ruszyliśmy przez gaje palmowe i po 3 kilometrach dotarliśmy do celu. Oczom naszym ukazały się dwa duże namioty i wydmy gdzieniegdzie porośnięte roślinnością. Nic, zupełnie nic innego nie zasłaniało widnokręgu – było lepiej niż sobie wyobrażaliśmy!

Poznaliśmy Jamala, który był wyraźnie ucieszonym na nasz widok. Sprawiał pozytywne wrażenie, choć momentami jego opowieści przybierały formę bajek. Mówił o sobie „Allah pustyni”, który pomaga dzieciom dając im spore pieniądze, choć w rzeczywistości ich nie zarabiał. Z drugiej strony był bardzo otwartą osobą, wyczuwało się od razu, że uwielbia poznawać ludzi i spędzać z nimi czas. Mówił w 4 językach obcych, pokazał nam album ze zdjęciami osób, które gościł u siebie, co ostatecznie pomogło nam pozbyć się resztek wątpliwości. 3 dni spędzone z Jamalem i Azirem tradycyjnie rozpoczynały się od herbaty.

Nocą przy ognisku byliśmy świadkami całkowitego oddania się śpiewom i grze na bębnach. Z niedowierzaniem chłonęliśmy te chwile: oto jesteśmy na początku największej pustyni świata, przed nami tylko setki kilometrów piasku, po których właśnie roznosi się ta wciąż żywa muzyka potomków saharyjskich Nomadów. Nawet tuż przed snem, gdy doskonała cisza wypełniała przestrzeń, w moich myślach wciąż był ich śpiew w rytmie wystukiwanym na bębnach. Takie noce pamięta się do końca życia…

Noc na Saharze i Berberowie. Maroko - wakacje

Maroko – wakacje – te noce na pustyni…

Maroko – tętniący życiem Marrakesz

Zupełnym przeciwieństwem ciszy pustyni był Marrakesz. Miasto o każdej porze dostarcza bodźców wizualnych, słuchowych i zapachowych, w szczególności okolice placu Jemaa El Fna, gdzie koncentruje się uliczne życie. Wszechobecny gwar, tłumy ludzi, dźwięki klaksonów, orientalne przyprawy, muzyka, zaklinacze węży, akrobaci, mieniące się kolorami szale, zapachy gotowanych dań, palące się pochodnie, dym – wszystko to tworzy barwną, żywą mozaikę. Dodatkowych emocji dostarcza przechadzka plątaniną uliczek po suku – bazarze będącym mieszaniną sklepików oferujących najróżniejsze towary -od książek, dywanów, ceramiki czy wyrobów drewnianych po odzież, kosmetyki, biżuterię, tkaniny czy wyroby skórzane. Szczególnie popularne są tadżiny dekoracyjne, babusze – skórzane, kolorowe obuwie czy olejek arganowy, nazywany „płynnym złotem Maroka”. Suk jest nie tylko targowiskiem, ale ma w sobie też coś z manufaktury – pracują tu rzemieślnicy, szewcy, krawcy, kowale do których warsztatów można zajrzeć.

W mieście, gdzie turystyka odgrywa tak wielką rolę nie jest łatwo przejść niezaczepionym na ulicy. Tutaj każdy coś oferuje – towary, usługi i przysługi, za które oczekuje zapłaty, choć od samego początku nazywa cię ‘przyjacielem’. Zgubiłeś się? Nic straconego, zawsze ktoś pomoże ci odnaleźć drogę, ale po drodze wstąpicie do kilku sklepów prowadzonych przez jego znajomych, gdzie zapewne coś kupisz. Szukasz noclegu? W chwilę znajdzie się ktoś, kto zaprowadzi cię do zaprzyjaźnionego hotelu, a od ciebie będzie oczekiwał drobnej zapłaty, choć na początku rozmowy powie ci, że po prostu chce ci po prostu pomóc. Wycieczka na pustynię? Zero problemu – chwilę później znajdujesz się biurze, które płaci za przyprowadzenie klientów, a tobie się wydaje, że trafiłeś na najkorzystniejszą ofertę. I najbardziej uderzający widok, który zawsze budzi mieszane uczucie i reakcje – dzieci proszące o pieniądze, bo z cukierków nie są wcale zadowolone.

Z jednej strony to wszystko wydaje się być zrozumiałe – taka jest natura tego miasta i każdy jakoś chce zarobić na życie wykorzystując potencjał mekki turystycznej, z drugiej strony – przez takie doświadczenia nabieramy dystansu do zawieranych znajomości, bo zdarza się, że tracą one na autentyczności w momencie, gdy wychodzi na jaw, że nasz friend cały czas spodziewał się zarobku. Dużo prostszym i uczciwszym rozwiązaniem byłoby nazywanie na początku wszystkiego wprost usługą. Ale może na tym właśnie polega część magii Maroka?

Wachlarz doznań

Podróż po Maroku zdecydowanie dostarcza wachlarza doznań. Jednego dnia możemy trafić do miejsc będących czystą atrakcją turystyczną czekającą na przybyszów z zasobnym portfelem, by chwilę potem uciec od całego tego zgiełku w miejsca, gdzie arabska otwartość i gościnność mocno wpisane w tradycję, od lat istnieją w nienaruszonej postaci. Nam udało się dotrzeć w takie miejsca i poczuć prawdziwą atmosferę tego kraju. Warto zejść z głównego szlaku i mimo wszystko zaufać poznanymi osobom.

Sahara - tuiny opuszczonej miejscowości. Maroko - wakacje

Sahara

 

✈️ 🇺🇸
Wyjazd do USA