Góry Północnoalbańskie

Artykuły

Drogi i bezdroża raju – podróż do Albanii

Do Albanii dojechałem czeską ciężarówką zwaną powszechnie tirem. Przed granicą mój kierowca wyprosił mnie na zewnątrz i zapewnił, że później chętnie podwiezie mnie do stolicy. Uśmiechnąłem się pod nosem, bo w dużym co prawda plecaku (jakbyście jechali do Albanii, a mam nadzieję, że po lekturze tego tekstu tak właśnie uczynicie, też byście wzięli wszystko, tak na wszelki wypadek) nie miałem ani narkotyków ani broni, ale rozumiałem jego obawy.

Krajobraz Albanii -podróż do Albanii

Albańskie krajobrazy, fot. Łukasz Kawecki

Granica

Granicę macedońsko – albańską przeszedłem więc piechotą. Zaraz potem, ledwo zdążyłem przyjrzeć się okalającym posterunek bunkrom, zaatakowali mnie cinkciarze. Przestałem skupiać wzrok na bunkrach, a zacząłem na ich rękach. I na własnych, które we własnych kieszeniach obejmowały czule portfel i komórkę. Tak zaczęła się moja podróż do Albanii.

Byłem sam i czułem pewne zaniepokojenie. Pytając kurtuazyjnie o kurs Euro/Lek wycofywałem się powoli na upatrzoną wcześniej pozycję – błotniste wzgórze, gdzie nie będzie się im chciało za mną iść. Przed wyjazdem naczytałem się przewodników (a nikomu nieznani goście z blogów potwierdzali to w swoich trudnych do weryfikacji felietonach), że na granicy nie opłaca się wymieniać nawet pół Euro. Poza tym, że nie jest to do końca bezpiecznie.

Chłopakom co prawda patrzyło z oczu co najwyżej jak cwanym handlarzom (no bo czym jest graniczny cinkciarz?) a nie bandytom, ale wolałem znaleźć się gdzie indziej. No i się znalazłem. Nim dotarłem na swoje błotniste wzgórze, zaatakowali mnie taksiarze. Podziękowałem. Popatrzyli złym wzrokiem. Dotarłem gdzie miałem dotrzeć, wszyscy dali mi spokój, odpaliłem kuchenkę gazową. Wreszcie spokój i widok na bunkry, oraz na wszystkie osoby poniżej.

Albania pełna bunkrów - podróż do Albanii

Bunkry – jeden z najczęstszych widoków albańskiego krajobrazu, fot. Jirka Dl

Poczułem się bezpieczniej i wyciągnąłem komórkę. Czekałem na info od przyjaciela, który miał wjechać do Albanii od drugiej strony i spotkać się ze mną w Tiranie. Kolega, co istotne, nie jechał sam, a z koleżanką. Odpalam telefon, zupka chińska się robi… jest sms! Od M. Brzmiał mniej więcej tak:

Sorry stary, my zostajemy z Sz. W Chorwacji. Mamy zajebisty hotel i widok na morze. Wybacz, ale kończy nam się kasa i będziemy musieli niedługo wracać. Nie dotrzemy do Tirany, ale pozdrawiamy!

Do diabła! Piękna jest przyjaźń, jeszcze piękniejsza miłość. Prawie się zamyśliłem nad tymi dwoma prawidłami ludzkiej natury, gdy usłyszałem klakson potężnej ciężarówki. Podniosłem wzrok, mój czeski kierowca dojrzał mnie na wzgórzu, gdy ja jego nie dojrzałem.

Do czego to dochodzi? Pobiegłem w jego stronę, nie skończywszy zupki. Parafrazując pewnego Hiszpana, który wziął mnie kiedyś na stopa w innym miejscu i w innym czasie: Everything is possibile in Albania. Tego wieczoru miałem dotrzeć do Tirany.

Tirana

W Tiranie – jak w całej Albanii – uderzają kontrasty. Podróż do Albanii to drogie hotele, świetnie wyposażone w środku, wciśnięte są między śmietniki i podejrzane knajpy. Bardzo drogie hotele znajdują się w bardziej reprezentatywnych miejscach. W centrum jest gdzie pochodzić i co pozwiedzać,  a Albańczycy są przyjaźni i nie dziwią się turystom. Wiele miejsc zapamiętałem jak zatrzymanych w stopklatce – niedokończone, ale w miarę nowe budowy, dokończone, stare bunkry, targi, busiki i pokrzykiwania sprzedawców, nocny plac przed uniwersytetem, po którym przechadzają się przytulone pary… Moja pamięć na pewno jest wybiórcza, a wrażenie subiektywne, ale mógłbym je porównać do naprędce, na bieżąco sklejanej kliszy, której poszczególne klatki mocno się między sobą różnią, nie pasują do końca do siebie.

Widok na Tiranę - stolicę Albanii. Podróż do Albanii

Panorama Tirany

Skarby Albanii

Morze? Góry? Jak najbardziej. Zwiedzałem północną część Albanii (na miejscu poruszałem się busikami, które były tak tanie, że autostop właściwie mijał się z celem) i zaznałem jednego jak i drugiego. Wybrzeże jest dość mocno ucywilizowane (knajpy, atrakcje turystyczne, drogie hotele) a jeśli chodzi o góry… ha, tutaj  naprawdę można by się rozpisać. Ze względu na brak miejsca ograniczę się do krótkiego komentarza na temat Gór Północnoalbańskich, po których się co nieco szwendałem.

Góry Północnoalbańskie - podróż do Albanii

Góry Północnoalbańskie zwane Przeklętymi, fot. Łukasz Kawecki

Ale najpierw słów kilka o przepięknej dziewczynie o kruczoczarnych włosach, skręconych naturalnie w fantazyjne loki. Stałem sobie paląc papieroska w pewnej nadmorskiej miejscowości. Delikatna bryza rozwiewała tytoniowy dym i niosła go w prawo, w stronę ogrodzonych siatką pradawnych ruin. Chyba nie przesadzam, używając słowa pradawne – konstrukcja pamięta jeszcze czasy Rzymian, znajduje się na granicy ładnego parku i przyjemnego bulwaru z widokiem na morze, po prostu w środku miasta. Takich miejsc jest naprawdę dużo – w tym samym mieście znajdują się także ruiny małego Koloseum, całkiem zresztą nieźle zachowanego. Można wejść do pomieszczeń w których na walkę czekali gladiatorzy lub gdzie trzymano dzikie zwierzęta. Można pospacerować po miejscach dla widzów, na przykład w towarzystwie dziewczyny o kruczoczarnych włosach, która chwilę wcześniej zagadała do was obok znalezionych przy parku ruin. Ale wróćmy, jak opisałem jeden akapit wyżej, do gór. Obiecuję, że o tej Koleżance jeszcze będzie.

Dzikie góry

W ogromnej swej części  góry są dzikie. W wioskach wiedzą już kto to taki turysta, jest nawet zaplecze jeśli chodzi o nocowanie. Oczywiście gościnność ogromna. Dało też radę dogadać się po angielsku, choć zdecydowanie nie wszędzie. Chciałbym też napomknąć, że gór w Albanii jest naprawdę dużo i każdy znajdzie tu coś dla siebie – na północy znajdziemy formacje przypominające – przynajmniej wysokością – nasze Tatry, przepiękne i dzikie góry typu alpejskiego. Myślę, że byłby to świetny poligon dla wspinaczy, na pewno znalazłoby się niejedno dziewicze żeberko, grządka czy zaciątko – kto wie, może nawet cała ściana? Na pewno wspinacze postawili tam już swoje pierwsze kroki (podobnież tak turystycznie jak i wspinaczkowo celują w tym rejonie Czesi) ale nie wierzę, żeby nie znalazło się pole do popisu dla kogoś, kto chciałby się unieśmiertelnić w sposób jaki w naszych Tatrach jest od wielu wielu lat praktycznie niemożliwy…

Ośnieżone szczyty Gór Północnoalbańskich - podróż do Albanii

Ośnieżone szczyty Gór Północnoalbańskich, fot. Łukasz Kawecki

Nie będę się wypowiadał na temat innych pasm, gdyż po prostu tam nie byłem.

W górach byłem sam i ta samotność przy blisko już dwutygodniowym wtedy wyjeździe mocno mi doskwierała. Do tego był listopad, trafił mi się i grad, i słońce, i oszronione skały… było pięknie i magicznie. Mieszkańcy wciąż dość mocno odizolowanej wioski Theth, leżącej głęboko w górach, powitali mnie całkiem poprawną angielszczyzną. Na ich domach, mimo, że jest tych domów parę na krzyż, powywieszane już są tabliczki Free Rooms. Trochę – choć powoli – zatraca się ten opisywany w starszych przewodnikach klimat, o pasterzach z kałachami i KOMPLETNEJ dziczy. Tym bardziej – myślę – warto tam pojechać. Nadal stoi wieża w której można było na mocy prawa skryć się przed Gjakmarrją  (tutejszą odmianą krwawej zemsty – która ponoć nadal może ci grozić, jeśli trafisz na nieodpowiednie dziewczę kruczoczarnych włosach) – i ponoć funkcjonowało to jeszcze kilkadziesiąt lat temu niemal na co dzień…

Wioska Theth w Albanii - podróż do Albanii

Słynna wieża w wiosce Theth, fot. Sigismund von Dobschütz

A może samemu odkryć jeszcze dzikszą wioskę?

Gdy wróciłem z gór do najbliższego miasta, dzień zbliżał się już ku zachodowi. Pamiętam knajpkę, w której coś zjadłem i później poszedłem na wylotówkę. Wtedy po raz jedyny nie czułem się do końca bezpiecznie – było ciemno a ja byłem sam, spotkałem kilka nietrzeźwych osób. Okazało się jednak, że lęk był na wyrost – nic złego mi się nie przydarzyło, a napotkane osoby okazały się… bardzo pomocne. Właściwie skłamałbym mówiąc, że to jedyny raz, gdy nie czułem się w pełni bezpiecznie. Kilka dni wcześniej przydarzyło się, ze jechałem busem w środku nocy z miasta do miasta, a nie mówiący po angielsku kierowca wysadził mnie z auta pośrodku niczego, podczas burzy, pod mostem gdzie zaparkowany był przypadkowy samochód. Okazało się jednak, że był to tez punkt, gdzie zatrzymywały się inne busy. Mój kierowca nie jechał do końca mojej trasy, wiec zostawił mnie żebym mógł się przesiąść. Warto odwiedzić Albanię i warto zrobić to jak najszybciej, nim się na dobre ucywilizuje.

Stacja benzynowa w Albanii

Stacja paliw, fot. Bartosz Ryszka

A co z dziewczyną, pytacie. Tragicznym wyborem bajarza bywa w takich sytuacjach decyzja między kronikarską ścisłością a pisarską pokusą, by jak najbardziej ozdobić swój tekst. By w choć kilku procentach oddawał jeśli nie piękno ośnieżonych grani, po których huczy wiatr, to choćby urok kruczoczarnych włosów gdy morska bryza grała na nich swoją piosenkę. Jest to także, niestety, wybór pomiędzy ekshibicjonizmem a hołubieniem  małych, wartościowych chwil w świątyni własnej duszy. Powiem więc tak, była naprawdę piękna, piękniejsza niż jej kraj. To będzie musiało wam wystarczyć. Chyba, że jednak tam pojedziecie – może też gdzieś tam ją spotkacie? Zdecydujcie się na podróż do Albanii!Albańska dziewczyna o czarnych włosach

 

✈️ 🇺🇸
Wyjazd do USA