Zakazy, nakazy i… zachwyt, czyli kilka słów o Singapurze

Porady

Wciąż obowiązująca kara śmierci, ogromne mandaty za niewielkie przewinienia, kilka tysięcy złotych kary za wwiezienie do kraju gumy do żucia – planowanie wyjazdu do Singapuru potrafi przyprawić o niezły ból głowy. Wszechobecne zakazy i nierzadko naprawdę przykre konsekwencje napawały mnie lekkim strachem, zwłaszcza, że z Singapurem zapoznawałem się przez Internet jeszcze przed moim pierwszym zderzeniem z azjatycką rzeczywistością. Czy jednak rzeczywiście taki diabeł straszny?

Burzliwa historia

Singapur graniczy od północy z Malezją, położony jest na malutkim kawałku Półwyspu Malajskiego, sąsiaduje również z położoną na pobliskich wyspach Indonezją. W całym tym południowoazjatyckim kociołku zdecydowanie się wyróżnia. Państwo-miasto, którego historia sięga początków XIX wieku, ma dość burzliwą przeszłość. Od placówki handlowej, przez bycie brytyjską kolonią, częścią Malezji, okupowanym przez Japonię, aż po niepodległość zdobytą w 1959 roku. Dziś Singapur jest jednym z najbardziej rozwiniętych państw Azji, z poziomem życia mieszkańców ustępującym jedynie Japonii. Widać to gołym okiem po wizycie u sąsiadów, w zdecydowanie uboższej Indonezji czy nieco lepiej prosperującej Malezji.

singapur

Chwilę po uzyskaniu niepodległości Singapur zaczynał z naprawdę kiepskiej pozycji – wysokie bezrobocie, zrujnowany kraj, wielka bieda. Ówczesny polityk Lee Kuan Yew objął cały Singapur wielkim projektem inżynierii społecznej, który z jednej strony uczynił ten kraj potęgą gospodarczą, a z drugiej trzyma całe społeczeństwo w zakazach i nakazach.

Jest mieszanką kilku kultur – mieszkają tu głównie Chińczycy, Malezyjczycy i Hindusi. Nie brakuje też różnorodności wyznań: co trzeci mieszkaniec miasta to buddysta, ale mnóstwo osób to również chrześcijanie czy muzułmanie. Prawo stanowi, że w każdej z dzielnic może mieszkać jedynie określony procent ludzi danej narodowości – ma to pozwolić ludziom czuć się Singapurczykami i przeciwdziałać tworzeniu się lokalnych wspólnot. Picie coli w metrze może skończyć się mandatem w wysokości 500 miejscowych dolarów, wwiezienie i żucie gumy jest zabronione, homoseksualizm nielegalny, za drobne przestępstwa czeka chłosta giętkim bambusem, a za poważniejsze, jak przemyt narkotyków, kara śmierci.

Jak żyć?

O dziwo, całkiem nieźle! Kontrolowanie dużej części życia Singapurczyków uczyniło z tego małego kraju naprawdę świetnie prosperującego azjatyckiego tygrysa. Na tle sąsiadów wyróżnia się naprawdę wysokim poziomem życia mieszkańców. Ulice są czyste, każdy trawnik idealnie przystrzyżony i zadbany, a ceny miejscami wysokie, ale wystarczy zanurzyć się w lokalne małe dzielnice i podwórka, by zjeść fantastyczny obiad niewiele drożej niż w Malezji. Co więcej, w ostatnich latach władze powoli lekko się liberalizują, a policjanta na mieście nie widziałem ani razu, mimo już czterech wizyt w tym kraju. Poza tym, miasto naprawdę potrafi zachwycić.

singapur

Przede wszystkim wrażenie robi swoim futurystycznym wyglądem. Downtown to grupa wysokich, szklanych, nowoczesnych wieżowców, koło których znajduje się słynny, pięciogwiazdkowy hotel Marina Bay Sands. Zaraz obok fantastyczne ogrody Gardens by the Bay, gdzie zadbane parki mieszają się z nowoczesnymi szklarniami i sztucznymi drzewami z ogniwami słonecznymi. To właśnie te dwa ostatnie miejsca najczęściej przewijają się na zdjęciach z Singapuru. Pomiędzy tymi wszystkimi atrakcjami znajduje się masa osiedli, w których żyją mieszkańcy Singapuru, zawsze czystych, zadbanych i bezpiecznych, kilka małych rezerwatów przyrody czy słynne singapurskie ZOO. Znajdziemy tam też niemało galerii handlowych ze sklepami, w których ceny na metkach potrafią przyprawić o zawrót głowy.

Już na samym wstępie wrażenie zrobi na nas najlepsze od wielu lat lotnisko na świecie. Lotnisko, które zdecydowanie nazywam moim ulubionym. Chiangi Airport jest rewelacyjnie przemyślany, przytulny, z bardzo przystępnymi cenami i masą atrakcji, m.in. ogrodami i 40-metrowym wodospadem. Do tego tutejszy port lotniczy jest jednym z 20 największych na świecie, dzięki czemu bardzo łatwo złapać stamtąd okazyjny lot do Europy i w drugą stronę, a to pozwala zaplanować kilkudniowy postój w Singapurze jako wstęp do dużo dłuższej, azjatyckiej czy australijskiej przygody.

singapur

Singapur dla każdego

Singapur polecam zwłaszcza, jeśli do Azji wybierasz się pierwszy raz – będzie to dobre miejsce do stawiania pierwszych kroków w poznawaniu innej kultury, ponieważ ze względu na swoją historię miasto ma sporo zachodnich naleciałości. Jest też idealnym miejscem na chwilowy odpoczynek od tajskiego, malezyjskiego czy indonezyjskiego hałasu i chaosu. I choć wydaje się na pierwszy rzut oka, że nie jest na każdą kieszeń, to odnajdzie się tu zarówno właściciel dobrze prosperującej firmy jak i budżetowo podróżujący backpacker. Uważaj tylko na mandaty i… wyrzuć gumę!

Autorem tekstu oraz fotografii jest Zbigniew Wyrozumski, którego bloga zdecydowanie polecamy!

✈️ 🇺🇸
Wyjazd do USA